24 Sierpnia • 8 min

Proces nie ma jednego poziomu automatyzacji

W jakim miejscu procesu decyzję powinien podejmować człowiek, gdzie AI może go wspierać, a gdzie przejąć większą część pracy? Przegląd blisko dekady badań nad Human–AI Interaction pokazuje, że pytanie „co zautomatyzować?” jest po prostu zbyt ogólne. Dużo ważniejsze jest to, jak zmienia się podział kontroli, odpowiedzialności i kompetencji na kolejnych etapach procesu.

Zdjęcie autorki

Ten tekst powstał na podstawie badania, które tłumaczyłam z modelem (niestety nie znam chińskiego :)

Miłego czytania,
Kasia ❤

Z tego artykułu dowiesz się:

  • dlaczego pytanie „co zautomatyzować?” może być zbyt ogólne na początku wdrożenia AI,
  • czym różni się obecność człowieka w pętli od realnego wpływu na decyzję,
  • jak zmieniać poziom kontroli i odpowiedzialności między kolejnymi fazami procesu,
  • kiedy AI wzmacnia kompetencje człowieka, a kiedy zaczyna je zastępować,
  • dlaczego w BehaviorAI Design Framework najpierw mapuję zachowania, a dopiero później kalibruję rolę AI.

Czytałam ostatnio przegląd zespołu z Uniwersytetu Zhejiang, który podsumowuje blisko dekadę ich prac nad interakcją człowieka z AI. Jest tam pojęcie, które porządkuje ten problem lepiej niż wszystko, co ostatnio widziałam w materiałach wdrożeniowych. Nazywają to dwukierunkowym wzmocnieniem i składa się z trzech rzeczy.Human-Centered Human–AI Interaction (HCHAC) odpowiada na pytanie: w którą stronę płynie wzmocnienie i kto trzyma władzę w danej fazie.

Trzy mechanizmy z HCHAC przekładają się na 3 pytania, które można zadać osobno dla każdej fazy przepływu, a nie raz dla całego zadania:

  1. Przywództwo wertykalne (człowiek nad AI).
  2. Gdzie w tym przepływie leży decyzja, której człowiek nie może oddać?
    Autorzy wskazują konkretnie oceny etyczne i wybory strategiczne. W produkcie to się przekłada na pytanie: który krok musi mieć twardy punkt zatrzymania, a nie tylko możliwość cofnięcia.
  3. Przywództwo transformacyjne (AI wzmacnia człowieka).
    Czy ten krok podnosi zdolność użytkownika, czy ją zastępuje?
    Jeśli po trzech miesiącach korzystania użytkownik radzi sobie z zadaniem gorzej bez narzędzia niż na starcie, deklarowane wzmocnienie było w rzeczywistości substytucją.
  4. Współdzielona odpowiedzialność.
    Jak alokacja zmienia się między fazami?
    Tu jest najważniejsza korzyść praktyczna, bo rozbija milczące założenie, że zadanie ma jeden poziom automatyzacji. Realny przepływ ma fazy o różnym profilu: zbieranie materiału może być System 0, interpretacja System 2, redakcja System 1. Karta wzorca zaprojektowana pod „całe zadanie” zawsze będzie źle skalibrowana w co najmniej jednej fazie.

To nie to samo co człowiek w pętli

Łatwo pomylić dwukierunkowe wzmocnienie z zasadą człowieka w pętli, ale to inne rzeczy i różnica ma znaczenie praktyczne.

Człowiek w pętli mówi, że człowiek jest obecny. Nie mówi, po co tam jest i czy jego obecność cokolwiek zmienia. Można spełnić ten warunek, wstawiając przycisk zatwierdzenia i mieć w logach sto procent zatwierdzeń, co znaczy dokładnie tyle, że nikt nigdy nic nie odrzucił. Obecność bez wpływu to raczej żaden nadzór.

Dwukierunkowe wzmocnienie zadaje trudniejsze pytanie:

czy w tym punkcie człowiek naprawdę może zmienić bieg sprawy, i czy ma z czego tę decyzję podjąć?

Jest do tego prosty test, który polecam robić po kwartale, a nie na etapie planowania. Sprawdź, czy zespół radzi sobie z zadaniem bez narzędzia lepiej niż przed wdrożeniem, czy gorzej. Jeśli gorzej, to nie było wzmocnienie.

Proces nie jest jednym blokiem

Na warsztatach czy szkoleniach w których sama biorę udział, prawie zawsze pada to samo pytanie na start: co chcemy zautomatyzować.

Rozumiem, skąd się bierze. Jest konkretne, prowadzi do listy, a listę da się wycenić i wpisać do budżetu. Tylko że ono już zawiera odpowiedź. Zakłada, że proces to jeden blok, który albo się automatyzuje, albo nie, i że wiemy, gdzie w tym bloku siedzi wartość, a gdzie ryzyko.

Zwykle nie wiemy, bo nikt jeszcze nie spojrzał na ten proces od strony ludzi, którzy w nim siedzą.

Diagram na slajdzie ma cztery pola i trzy strzałki. Rzeczywistość ma setki mikrozachowań, których zza biurka nie da się przewidzieć. Ktoś skanuje wynik wzrokiem zamiast go czytać, bo 2 razy się zgadzało. Ktoś inny sprawdza wszystko po kolei, bo raz się sparzył i już nie zapomniał. Ktoś eksportuje do arkusza, bo tam widzi całość naraz. Ktoś pyta koleżankę z drugiego zespołu, zamiast pytać system. Nikt tego nie zgłasza, bo nikt tego za pracę nie uważa, a przecież właśnie z tego składa się proces.

Do tego dochodzi coś, co może 2 lata temu nie było jeszcze problemem. Ludzie w jednym zespole są dziś na całkiem różnym etapie z tą technologią. Jedna osoba pracuje z modelem codziennie i ma już wyczucie, kiedy mu nie ufać. Druga widziała go trzy razy i albo przyjmuje wszystko bez sprawdzania, albo nie tyka wcale. Ta sama faza procesu, ta sama rola w strukturze, dwa całkiem inne zachowania. Jeden poziom automatyzacji nie obsłuży obu, bo dla jednej osoby będzie zbyt luźny, a dla drugiej zbyt ciasny.

Można to nazwać różną dojrzałością i przejść dalej, ale to za mało. To zmienna, która sama się zmienia w czasie, więc kalibracja zrobiona raz przestanie pasować po pół roku, i to niezależnie od tego, jak dobrze została zrobiona na starcie.

Dlatego mapuję przed kalibracją

W moim BehaviorAI Design Framework to są dwa osobne kroki i kolejność nie jest kosmetyczna.

W kroku mapowania rozkładam przepływ na fazy i patrzę, co się w każdej z nich dzieje z człowiekiem. Nie co powinno się dziać zgodnie z procedurą, tylko co się dzieje. Gdzie faktycznie podejmuje decyzję. Gdzie tylko zatwierdza cudzą. Gdzie już przestał patrzeć, choć formalnie nadal odpowiada. Gdzie obchodzi system, bo szybciej mu bez niego.

Dopiero w kroku kalibracji ustalam, ile współpracy z AI ma sens w każdej fazie osobno i w którym punkcie decyzja musi wrócić do człowieka.

Jeśli zaczniesz od kalibracji, dostaniesz jeden suwak dla całego procesu, czyli wrócisz tam, skąd wyszłaś lub wyszedłeś. Wszystko to łączę z podejściem nauk behawioralnych - Fast and Slow Collaborative AI.

Czego jeszcze nie wiemy

Zostawiam to na koniec, bo uważam, że taki tekst powinien mówić też o swoich granicach.

Autorzy przeglądu sami wskazują, czego brakuje. Nie mamy dobrych strategii dynamicznego przekazywania kontroli między człowiekiem i systemem, czyli akurat tego, co w praktyce jest najtrudniejsze. Nie mamy też danych z długiego okresu, więc skutki takie jak degradacja kompetencji albo narastająca zależność poznawcza są dziś słabo zmierzone. Sami przyznają, że wiedzą o tym mniej, niż by chcieli.

To z pewnością nie powód, żeby wstrzymywać wdrożenia. Dla mnie osobiście jest to powód, żeby rozpisać alokację świadomie, fazami, i wrócić do niej po kwartale zamiast ustawiać jeden suwak na starcie i już nigdy go nie ruszać.


Jeśli pracujesz nad podobnym wyzwaniem

Jeśli projektujesz proces, w którym AI ma wspierać ludzi w podejmowaniu decyzji, warto najpierw zobaczyć, co naprawdę dzieje się z człowiekiem na poszczególnych etapach pracy.

Właśnie od tego zaczynam pracę z zespołami w ramach BehaviorAI Design Framework. Jeśli ten sposób myślenia jest bliski wyzwaniom, nad którymi pracujecie, chętnie porozmawiam!

Based on: Gao, Z., Zhao, Y., Pan, H., Xu, W. (2026). Toward Human-Centered Human–AI Interaction: Advances in Theoretical Frameworks and Practice. arXiv:2601.11812